• Marianna Ernst

Wywiad z freeganką

,, [...] stereotyp – że freeganie jedzą zgniłe jedzenie ze śmietników. To wcale nie jest prawdą, bo my nie jemy zepsutej żywności. Mamy nosy, oczy i smak jak wszyscy inni i potrafimy ocenić, czy coś się nadaje do zjedzenia, czy powinno pozostać w śmietniku.’’


Jak dużo wiecie o freeganach? Interesowało was kiedyś, jak wyglądają skipy i cały proces pozyskiwania żywności w myśl idei freeganizmu? Albo to, z jakim odbiorem otoczenia spotykają się amatorzy tej ,,diety’’? Cóż, te pytania nurtowały nas od dłuższego czasu, stąd dzisiejszy artykuł i wywiad z Panią Pauliną, która prowadzi na instagramie profil Freeganuje! Była tak miła, że odpowiedziała na nasze liczne pytania i zdecydowanie zaspokoiła apetyt Najedzonych na dowiedzenie się czegoś więcej o polskiej społeczności freegan. Zapraszamy Was do przeczytania o Jej początkach, doświadczeniach i odczuciach związanych z takim stylem życia!


Jak zaczęła się Pani przygoda z freeganizmem?

Tak naprawdę zupełnie przez przypadek. Byliśmy na wyjeździe na wakacjach i był brzydszy dzień, więc siedzieliśmy w hotelu i przeglądałam Instagrama. Natrafiłam gdzieś na zdjęcie dziewczyny, która już wcześniej skipowała i po prostu, lekko mówiąc, byłam w szoku – nie mogłam uwierzyć, że takie ilości jedzenia można wyciągnąć ze śmietnika. Niewiele myśląc, zaczęłam szukać grupy na Facebooku, gdzieś z mojej okolicy, zaczęłam też troszeczkę czytać na ten temat. Na pierwszego skipa pojechałam sama, nie znalazłam nic, wszystkie śmietniki były zamknięte. Natomiast już na drugiego skipa pojechałam z dziewczyną, którą poznałam właśnie na grupce i właściwie tak to się zaczęło, a trwa do dzisiaj. Tak w skrócie.


Jakie pobudki kierowały Panią przy wyborze takiego stylu życia?

Ja chyba od zawsze byłam, można powiedzieć, troszkę inna od reszty społeczeństwa. To jest chyba bunt na ten cały konsumpcjonizm, który mamy wpojony, głównie przez media, przez ostatnie dziesięciolecia; że trzeba mieć więcej, trzeba kupić jak jest w promocji, trzeba zrobić zapas, trzeba sobie wymieniać cały czas rzeczy, trzeba mieć nowe itd. No a poza tym kolejna taka pobudka, która mną kierowała, to jest po prostu dbanie o planetę, bo ogromne ilości jedzenia, które są wyrzucane na śmietniki, faktycznie nadają się jeszcze do zjedzenia. Chociaż wiadomo – jest część rzeczy, która jest już zepsuta, której się nie da uratować. Natomiast są produkty, które da się jeszcze zjeść i ich ilość jest niesamowita. Czasami przywożę coś do domu i to leży u nas jeszcze dwa tygodnie i jest jak najbardziej do zjedzenia. Więc myślę, że nawet ta część jedzenia, która zostaje uratowana, jest bardzo ważna i ma pozytywny wpływ na środowisko.


Czy robi Pani ,,tradycyjne’’ zakupy spożywcze? Czy całość produktów, które Pani wykorzystuje, pochodzi ze skipów?

Robię też ,,tradycyjne’’ zakupy, ale bardzo rzadko. Regularnie kupujemy tylko pieczywo. Kiedyś częściej zdarzało nam się je znajdować, więc braliśmy większe ilości i je mroziliśmy. Natomiast w tej chwili raczej nie znajduję wypieków, więc kupujemy je regularnie. Poza tym raczej dokupuję to, czego nie udało nam się znaleźć na skipie, ale to są zakupy dosłownie może raz w tygodniu, i to nieduże. Jak jedziemy wspólnie do sklepu i patrzymy, jak ludzie pchają wózki po brzegi wyładowane jedzeniem, wydaje się nam to dosłownie przerażające, bo najprawdopodobniej spora część z tego się zmarnuje. My się już nauczyliśmy kreatywności – że to, co przywozimy, staramy się przerabiać, przechowywać i przyrządzać w taki sposób, żeby się nie zmarnowało.


Jak Pani znajomi, otoczenie reaguje na to, że jest Pani freeganką? Jakie pytania zazwyczaj Pani dostaje?

Szczerze mówiąc, z naszego otoczenia wiedzą tylko moi rodzice. Nie mówimy na razie znajomym… To znaczy, ja próbuję przeforsować w domu, żebyśmy powiedzieli chociaż części, ale na razie napotykam wielki opór. Natomiast z tego, co wiem od znajomych, którzy też skipują i których środowisko dowiedziało się o tym fakcie, to reakcje są bardzo różne, często skrajne. Większość jest jednak taka: Wow, o mój Boże, macie to ze śmietnika? Ale jak to jest, że tyle się wyrzuca?, po czym deklarują, że oni też chcą spróbować. Także z tych osób, które ja znam, większość otrzymuje pozytywny feedback. Natomiast wiem, że freeganie spotykają się też z obrzydzeniem i niedowierzaniem: Ale jak to? To jest ze śmietnika! Mam wrażenie , że ludzie, którzy nie są zagłębieni w temacie i którzy nic o tym nie czytali, zwyczajnie nie wiedzą, jak to wygląda. Dopowiadają sobie w głowie różne rzeczy i wydaje mi się, że często mylą takie śmietniki sklepowe, gdzie jest często dość czysto, ze śmietnikami osiedlowymi, gdzie można spotkać resztki kurczaka, niedojedzoną pizze, jakieś spleśniałe warzywa... To zupełnie tak nie wygląda. Przede wszystkim, jest podział na warzywa oraz owoce (to są osobne kosze), a reszta ląduje w workach wraz z innymi śmieciami typu paragony, worki, pudełka, po prostu rzeczami wyrzucanymi przez klientów oraz pracowników, i to są przeterminowane produkty w paczkach. Ale czasami oddzielnie ułożone są też rzeczy, które mają uszkodzone opakowania i one również tam lądują, pomimo całkowitej zdatności do spożycia. Absolutnie nie wygląda to jak osiedlowy śmietnik ze wszystkim, co może tam wylądować.


Jakie są stereotypy albo nieprawdziwe wyobrażenia o freeganizmie, które zupełnie nie mają pokrycia w rzeczywistości? Oprócz tego, że kosze wyglądają jak na osiedlach i panuje w nich bałagan.

Wydaje mi się, że jest jeden ,,główny’’ stereotyp, któremu ja też kiedyś ulegałam. O freeganizmie usłyszałam już jakieś 15 lat temu. Pamiętam, że oglądałam wtedy jakiś amerykański program dokumentalny o freeganach. Sama wtedy trochę nie dowierzałam. Dopóki sama nie zgłębiłam tematu i sama nie zaczęłam tego robić, pukałam się w głowę i myślałam, że freeganie to są ludzie, którzy wyciągają spleśniałą sałatę ze śmietnika, obrywają część pokrytą nalotem, zostają im trzy listki i oni to jedzą. To w ogóle tak nie wygląda. Jest ogromna różnorodność warzyw i owoców; w ogóle tych wszystkich produktów, które można znaleźć. Powiem Ci, że odkąd jeździmy na skipy (czyli od września 2020), jemy ilości warzyw i owoców tak duże, jak nigdy przedtem. Często znajdujemy jakieś egzotyczne owoce – dużo ananasów, pomelo, mandarynki, pomarańcze, grejpfruty, granaty... Także jest tego mnóstwo i szczerze mówiąc, odżywiamy się lepiej niż przed tym, jak zaczęliśmy wyciągać jedzenie z kontenerów. Więc wydaje mi się, że to jest ten ,,wiodący’’ stereotyp – że freeganie jedzą zgniłe jedzenie ze śmietników. To wcale nie jest prawdą, bo my nie jemy zepsutej żywności. Mamy nosy, oczy i smak jak wszyscy inni i potrafimy ocenić, czy coś się nadaje do zjedzenia, czy powinno pozostać w śmietniku. O! Przykładem są banany. Zawsze jest ich bardzo dużo, ponieważ polityka marketów wygląda tak, że jak ktoś w sklepie oderwie banana od kiści, to ona cała leci do śmietnika – niezależnie od tego, w jakim stanie są owoce. Spotkaliśmy się z czymś takim, że np. gruszki czy jabłka sprzedawane w platonkach (czymś takim, że każde jabłuszko ma swoje miejsce) były wyrzucane w całości, ponieważ kilka z nich nosiło ślady obicia czy miało na sobie ciemne plamki… Ale razem z nimi lądowały na śmietniku również owoce, które były całkowicie dobre albo po prostu miały brzydki kształt, bo takie warzywa i owoce też można często na śmietniku spotkać... Są wyrzucane, bo są brzydkie lub zbyt małe, a przecież są zupełnie dobre do zjedzenia.


Czy miała Pani jakieś dziwne albo nieprzyjemne sytuacje związane z freeganizmem? Albo jakieś nieprzyjemne sytuacje podczas skipów?

*śmiech* Widzisz, śmieję się, bo ten pierwszy skip, na który pojechałam ze znajomą i pierwszy, z którego cokolwiek przywiozłam do domu, był dla mnie jak chrzest bojowy. Spotkałyśmy wtedy wszystkich pracowników Biedronki, bo akurat sklep był zamykany i wyszli na papierosa. Na szczęście podeszli do tematu na luzie; troszkę się pośmialiśmy, troszkę porozmawialiśmy… Pozwolili nam zostać, mogłyśmy wziąć co chcemy w zamian za ogarnięcie tego śmietnika. Reakcje bywają różne. Raz na przykład miałyśmy nieprzyjemną sytuację – zostałyśmy wyproszone, postraszone kamerami i policją… Pracownice twierdziły, że są rozliczane z tych śmieci, kazały nam wyrzucić zebrane jedzenie z powrotem do kontenera, a potem sobie iść. To była bardzo nieprzyjemna sytuacja, potem przeżywałam ją chyba trzy tygodnie… Skończyło się na tym, że śmietnik zamknęli na klucz, więc tamto miejsce jest już niedostępne dla freegan. Natomiast chyba najczęściej, jeżeli spotyka się pracowników, po prostu udają, że Cię nie ma. Takie mam wrażenie, że kiedy któryś np. wyjdzie na przerwę na papierosa, zaczerpnąć świeżego powietrza czy cokolwiek innego, to po prostu udają, że Cię nie widzą. Tak samo z przechodniami – jak czasami się zdarzy, że śmietnik stoi koło jakiegoś chodnika, po którym przechodzą ludzie np. wyprowadzając psa na spacer, to zazwyczaj nas ignorują. Myślę że to dlatego, że bardzo nie wiedzą, jak się mają zachować widząc osobę grzebiąca w śmietniku.


Dla kogo freeganizm NIE jest dobrym pomysłem do wypróbowania? Czy trzeba mieć np. jakieś konkretne cechy charakteru, albo jakieś są przeszkodą?

Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie... Zastanawiałam się, dla kogo freeganizm nie jest dobrym pomysłem. U siebie na profilu pokazuję obserwatorom to, co zdobywam. Ale raczej nie namawiam ich bezpośrednio do takiego stylu życia. Jednak zawsze cieszy mnie, kiedy ktoś postanowi spróbować. Wydaje mi się, że trzeba mieć pewność siebie i nie przejmować się tym, co mówią inni, bo faktycznie może Cię kiedyś spotkać jakaś nieprzyjemna sytuacja albo negatywna reakcja znajomych… Wtedy trzeba być odpornym na społeczeństwo wydające opinie, często niestety błędne i niepodparte faktami… Na pewno nie można się brzydzić, bo czasami faktycznie jest bałagan na śmietniku, niekiedy śmierdzi. Poza tym naprawdę ciężko jest mi wskazać konkretne cechy, które trzeba posiadać lub których nie powinno się mieć, żeby spróbować freeganizmu. Pisze do mnie dość sporo osób, które trochę się boją, trochę nie wiedzą, jak się za ten temat zabrać, z której strony go ugryźć... Rozmawiam z tymi osobami, są to bardzo różne charaktery, ale koniec końców w większości decydują się spróbować i są zachwyceni. Ale też bardzo zdziwieni rezultatami i korzyściami, jakie freeganizm daje. Więc myślę, że jest to kwestia takiego wewnętrznego przełamania się i uświadomienia sobie, że nie robi się niczego złego. Bo dużo osób ma opory, że to jest coś niewłaściwego. Okej, sklep może się , brzydko mówiąc, przyczepić do tego, że się weszło na jego teren i faktycznie mogą z tego tytułu wezwać policję. Natomiast ja osobiście nie słyszałam, żeby ktokolwiek tłumaczył się służbom porządkowym z tego, że wyciąga banany ze śmietnika. Oczywiście jakieś legendy krążą po internecie, ale ja nikogo takiego nie spotkałam. I kurczę – nie wydaje mi się, żebyśmy robili coś złego. Dopóki nie wyłamiemy kłódki, nie zerwiemy łańcucha i nie dokonamy włamania, to według mnie nie jest to nic niewłaściwego. Ale żeby było jasne – ja absolutnie bezpośrednio nie namawiam nikogo do podjęcia takiego trybu życia. Jest przecież masa innych sposobów na to, żeby ratować jedzenie. Ale jeżeli ktoś chce spróbować i ma przeczucie, że to by mogło być coś dla niego, to po prostu trzeba wstać, wziąć torbę, rękawiczki oraz latarkę, pójść zobaczyć jak to wygląda i na własnej skórze przekonać się, czy się nam spodoba. A nuż odkryjemy styl życia, który nam odpowiada.


Dziękuję bardzo za rozmowę!

Jak wiele z tego było dla Was nowością? Coś Was mile zaskoczyło, zaciekawiło, a może zszokowało? Myślimy, że niejeden z naszych czytelników zainteresuje się tym tematem i być może zachęciliśmy Was do poszukiwania dalszych informacji o freeganizmie, a może nawet samodzielnego spróbowania takiego rozwiązania...