• Antoni Iwan

Foodsharing i nie tylko…


W 2010 roku Raphael Fallmer postanowił w ramach strajku wybrać się w podróż z Holandii do Meksyku bez grosza przy duszy. Plecak, który zakupił przed wyjazdem był ostatnią rzeczą, za jaką zapłacił przez następne 5 lat. Po powrocie ze swojej niezwykłej wyprawy założył stronę foodsharing.de umożliwiającą oddanie innym niepotrzebnej

nam żywności. O jadłodzielniach wspominaliśmy już na naszym blogu, ale sposobów na dzielenie się jedzeniem jest więcej.


Gdyby zapytać „Jak często planujemy wizytę nieznajomego podczas wspólnego posiłku?” pewnie większość z nas odpowiedziałaby, że dokładnie raz w roku – na wigilię. Tradycja nakazuje nam w owym niezwykłym czasie otworzyć serce na drugiego człowieka i być gotowym do pomocy. Jednak jak się okazuje, są pośród nas i tacy, którzy podobne plany miewają znacznie częściej. Na co dzień spotykamy się z różnymi formami dzielenia się samochodem, czy też mieszkaniem. Nie inaczej bywa i w kuchni. Zapoczątkowany przez Raphaela Fallmera trend znajduje odzwierciedlenie w życiu coraz większej grupy Polaków.


Pomysł na Eataway powstał podczas podróży po Polsce jego założycielki – Marty Bradshaw. Po serii rozczarowujących doświadczeń gastronomicznych w zapchanych turystami restauracjach stwierdziła, że najlepszym sposobem do zgłębienia kulinarnych sekretów regionu będzie dołączenie do wspólnego posiłku z miejscowymi kucharzami. Idea okazała się strzałem w dziesiątkę. Platforma łączy teraz międzynarodową społeczność ludzi gotujących domowe posiłki. W każdej chwili można wejść na stronę i za opłatą zarezerwować wybrany przez siebie posiłek z zupełnie nieznanymi Ci osobami. To dopiero przygoda!

O ile w Polsce ruch foodsharing dopiero się rozwija, to w większości państw zachodnio-europejskich stanowi już niemalże normę. Jednym z przykładów działalności StopFoodWaste odnoszącym spore sukcesy jest 11 Place Auguste Baron, 75019 Paris, Francja – adres jak każdy inny, a jednocześnie do żadnego innego niepodobny. Pod koniec 2015 roku przekształcono znajdującą się tam betonową halę w niezwykle przytulną restaurację o nazwie The Freegan Pony.

W „kucyku” serwuje się tylko i wyłącznie wegetariańską kuchnię przygotowaną ze składników odzyskanych z koszów na hurtowych rynkach żywności. Na ich Facebooku znajdziemy niesamowite zdjęcia, od których aż ślinka cieknie. Obsługa knajpy składa się w 100% z wolontariuszy, w tym również zawodowych szefów kuchni. The Freegan Pony rozwiązuje problem marnotrawstwa żywności przy jednoczesnym utrzymaniu cen na poziomie „płać tyle, na ile cię stać”. Un travail magnifique!


Na przykładzie dwóch powyższych rozwiązań nietrudno zauważyć jak długa droga stoi jeszcze przed polską sceną foodsharingu. Kogo bowiem stać na „sąsiedzki obiad” za 60, a tym bardziej za 160 złotych? Kluczowe jest to, aby pomysłem zainteresowały się młode osoby gotowe do wyciągnięcia ręki w stronę tych bardziej potrzebujących, jednocześnie mogąc, ale nie musząc na owej pomocy co nieco zarobić. Potrzebna jest szeroka grupa odbiorców, żeby ceny spadły i ludzie rzeczywiście mogli usiąść z obcym przy jednym stole. Tak jak we Francji. Oczywiście ze względu na obecną sytuację może to być ciężkie, ale mimo to zachęcam każdego i każdą z was: kiedy nadarzy się do tego możliwość, zaproponuj nieznajomemu wspólny posiłek i przekonaj się, że warto. Może to twój następny przyjaciel?


Napisz do nas!

NAPISZ DO NAS!