• Antoni Iwan

Aspekt moralny marnowania żywności

„A dzieci w Afryce nie mają co jeść” – tę frazę usłyszał co najmniej raz w życiu zapewne każdy z nas. To pozbawione sensu uzasadnienie wykorzystywane przez rodziców, dziadków i babcie, gdy ich pociechy wyrażają całkowity brak zainteresowania dokończeniem obiadu. „Jak nie zjesz, to będzie trzeba wyrzucić”. Oczywistym jest fakt, że bez względu na to czy jedzenie skończy w żołądku czy na śmietniku, nie wpłynie to w żaden sposób na biedę i głód panujące w niektórych afrykańskich krajach. Jednak czy to znaczy, że marnowanie zarówno żywności, jak i innych zasobów jest usprawiedliwione? Czy jest to prawo tych, którzy mieli szczęście urodzić się w cywilizacji zachodniej i mieć wszystkiego pod dostatkiem? Może jednak pomysł emocjonalnego połączenia wyrzucania resztek z posiłku z poczuciem winy jest właściwy. Z drugiej strony, statystyki podają, że to właśnie wśród młodych ludzi odsetek marnujących żywność jest największy. Czy w takim razie jest to lekcja, którą wciąż mamy do odrobienia? Na to wygląda.

Największy mit XXI wieku

W skali całego świata około 800 mln ludzi cierpi z powodu głodu, a kolejne 2 mld jest niedożywione. To ponad 25% ziemskiej populacji. Jednak problemem, wbrew temu co może się wydawać nie jest brak żywności, a jej nierównomierna dystrybucja. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa wynika, że każdego roku marnuje się jedną trzecią wyprodukowanej globalnie żywności. To 1,3 mld ton jedzenia, które byłyby w stanie wyżywić tych głodujących i wielu więcej. Wśród państw, które marnują najwięcej na pierwszym miejscu znajdują się Stany Zjednoczone, gdzie 40% społeczeństwa przyznaje się do wyrzucania zakupionych towarów spożywczych. W Polsce jest to co trzecia osoba, co sprawia że zajmujemy pod tym względem wstydliwe 5. miejsce w Europie. Dodatkowo, ilość żywności zmarnowanej przez czteroosobową rodzinę przekłada się na około 2,5 tys. zł rocznie – innymi słowy wakacyjny wyjazd.


Nie tylko żywność

Jednak decydując się wyrzucić zepsute jabłko czy czerstwy chleb, tracimy nie tylko wydane przez nas pieniądze, ale również przyczyniamy się do marnowania zasobów użytych do jego uprawy czy produkcji: energii, wody, nawozu, itd. Wagę tego faktu podkreślają liczby, bowiem ilość wody zużytej do produkcji żywności, która potem zostaje zmarnowana wystarczyłaby do zaspokojenia potrzeb kilku miliardów ludzi, w tym wszystkich tych, którzy na co dzień mierzą się z brakiem dostępu do czystej wody. Dla przykładu produkcja 1 kg wołowiny wymaga tyle wody co wzięcie prysznica przez 100 osób, a wypiek 1 kg chleba to koszt energetyczny porównywalny z tym potrzebnym przeciętnemu samochodowi do przejechania 1km.


Epilog

Jeśli nie działa żaden z ludzkich zmysłów: ekonomiczny, ekologiczny ani społeczny, pozostaje jedna jedyna, rozpaczliwa opcja – skierowanie się do sumienia i nadzieja, że etyka i zasady moralne wciąż kierują naszym społeczeństwem. Zatem może właśnie owa ulotna myśl o cierpiących z głodu, braku wody lub żyjących bez elektryczności przy następnych zakupach skłoni nas do dłuższego zastanowienia się nad tym, co i w jakiej ilości kupujemy.


Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Wywiad z freeganką

,, [...] stereotyp – że freeganie jedzą zgniłe jedzenie ze śmietników. To wcale nie jest prawdą, bo my nie jemy zepsutej żywności. Mamy nosy, oczy i smak jak wszyscy inni i potrafimy ocenić, czy coś s

Napisz do nas!

NAPISZ DO NAS!